Kot senior po ekstrakcji zębów – jak przetrwać trudną rekonwalescencję?
Nawet nie wiem, kiedy na mojej głowie przybyło tyle siwych włosów, ale podejrzewam, że ubiegły tydzień dołożył ich co najmniej kilkanaście. Moja Mika ma 18 lat i 9 miesięcy i za sobą własnie pełną sanację jamy ustnej i całkowitą ekstrakcję zębów. Kot senior po ekstrakcji zębów to dla każdego opiekuna ogromne wyzwanie i potężny sprawdzian odporności psychicznej. Zabieg miał trwać do 1,5 godziny. Niestety okazało się, że po pierwsze było więcej do zrobienia niż sądziliśmy, a po drugie w gabinecie był problem z komunikacją co przysporzyło mi dodatkowy stres. Sama operacja trwała ponad dwie godziny, a z lecznicy odebrałam Mikę dopiero po pięciu. Kiedy wreszcie wróciłyśmy do domu, z obolałym, poszytym pyszczkiem i jeszcze lekko oszołomioną kocią główką, zaczął się prawdziwy sprawdzian naszej cierpliwości i determinacji. Na dodatek Zorza nie ułatwiała sytuacji. Dopiero po dobie przestała warczeć i syczeć na Mikę.
Poszyty pyszczek i kocie IBD, czyli rekonwalescencja pod górkę
Mika wróciła z lecznicy potwornie głodna, co po wielogodzinnej głodówce przedoperacyjnej i samym zabiegu było zupełnie naturalne. Na początek musiała jeszcze godzinę poczekać do jakiegokolwiek posiłku. Tutaj jednak zderzyliśmy się ze ścianą. Mika to kotka, która od małego jest zagorzałą fanką wyłącznie suchych chrupek – przez całe życie kategorycznie odmawiała jedzenia mokrej karmy. Przy świeżo zszytych, tkliwych dziąsłach podanie twardego pokarmu nie wchodziło oczywiście w grę.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Mika choruje na IBD, czyli nieswoiste zapalenie jelit. W jej przypadku nie ma mowy o kulinarnych eksperymentach czy podaniu byle czego, byle tylko napełnić brzuszek. Każdy nieodpowiedni składnik natychmiast wywołuje silne wymioty, a u kociego seniora to prosta droga do odwodnienia i gwałtownej utraty wagi. Jednocześnie kot po zabiegu nie może głodować, ponieważ przedłużający się brak jedzenia niesie za sobą realne ryzyko stłuszczenia wątroby.
Kulinarna partyzantka z białkiem serwatkowym
Początkowo los się do nas uśmiechnął. Udało mi się znaleźć mokry odpowiednik suchej karmy, którą Mika zna i bezpiecznie toleruje i co ważniejsze lubi. Zjadła ze smakiem dwie puszki po 80 gramów, polizała kolejną porcję, a ja powoli zaczynałam oddychać z ulgą. Niestety, kocia łaska na pstrym koniu jeździ. Po trzeciej porcji Mika uznała, że limit jej kompromisu z mokrą karmą został definitywnie wyczerpany.
Zaczęła się więc wielka próba sił. Przyniosłam do domu cały arsenał: specjalistyczne zupki dla rekonwalescentów, delikatne musy i kocie mleczko. Z tego zestawu zaakceptowała jedynie odrobinę płynnego przysmaku, co w żaden sposób nie pokrywało zapotrzebowania energetycznego. W akcie determinacji sięgnęłam po nietypowe, ale bezpieczne rozwiązanie. Przygotowałam dla niej czyste białko serwatkowe, którego sama używam jako suplementu, rozrobione z odrobiną letniej wody, rozpuszczoną tauryną i małym kawałkiem masła dla smaku. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu Mika wylizała miseczkę do czysta. Czasami to właśnie taka przemyślana improwizacja ratuje sytuację w kryzysowym momencie. W nagrodę da mojej cierpliwości po 2 dniach Mika wypiła nieco zupki dla kocich rekonwalescentów.
Codzienna apteczka seniorki: inhalacje i zgrany duet
Opieka pozabiegowa to jedno, ale codzienne życie z kocią seniorką wymaga stałego rytmu medycznego. Mika choruje na astmę, dlatego codziennie przyjmuje steryd wziewny przez specjalny inhalator z komorą. Na szczęście jest już do tej procedury przyzwyczajona i znosi ją ze stoickim spokojem. Do tego dochodzi stałe leczenie tarczycy oraz suplementacja witaminy B12, niezbędna przy zaburzeniach wchłaniania jelitowego.
Przez pierwsze pięć dni kluczowe było skuteczne znoszenie bólu, aby Mika czuła się w pełni bezpiecznie i komfortowo. Tutaj niezastąpiony okazał się mój mąż, który ma niezwykłą wprawę w bezstresowym podawaniu tabletek. Przy świeżo poszytym pyszczku delikatność i precyzja są na wagę złota. Lek musi trafić gładko do gardła, bez podrażniania gojącej się śluzówki.
Dzielna pacjentka i kłębek nerwów
Dziś, gdy leki przeciwbólowe zostały już odstawione, widzę, że Mika czuje się naprawdę dobrze. Czasami próbuje sięgnąć łapką w okolice pyszczka – wystające niteczki szwów (rozpuszczalnych) zapewne trochę ją drażnią. Niebawem czeka nas wizyta kontrolna, która nie jest niby zlecona ale ja wolę dmuchać na zimne. Poza tym nasza prawie 19-letnia dama dziarsko wskakuje na meble, przychodzi na głośne mruczanki i z dumą udowadnia, jak niezwykłą siłę i wolę życia mają kocie staruszki. Opieka nad geriatrycznym kotem potrafi kosztować mnóstwo nerwów (i pieniędzy!), ale widok zadowolonej, ocierającej się o dłoń seniorki wynagradza każdą trudną chwilę.


